Kategorie

hotel condes barcelona

Prezent na Walentynki – Randka w Barcelonie

Jesteśmy ze sobą już ponad 20 lat (nie znaczy że jesteśmy tacy starzy, po prostu wcześnie zaczęliśmy). Mamy dwójkę dzieci i intensywne życie codzienne. Jest kilka aspektów, które wpływają na to, że wciąż jesteśmy ze sobą, nie pozabijaliśmy się, a czasem nawet miewamy momenty, że całkiem nieźle nam się układa. Jeden z nich to dbanie o czas we dwoje. Czas, spędzony jak dorośli, w naszym tempie i na naszych zasadach.

Prawda jest taka, że zanim pojawiły się dzieci (a byliśmy już ze sobą wtedy 10 lat) prawie wcale się nie kłóciliśmy. Bo o co? Czy pojedziemy na weekend do Londynu, czy Barcelony. Wieczór spędzimy w kinie czy na kursie salsy. Idziemy razem na siłownie czy ja na step a Paweł na jogę. I tak dalej.. serio, może to był nasz przypadek, ale byliśmy naprawdę zgodną parą, mieliśmy wspólne pasje (podróże i gotowanie) i nawet łączyła nas niechęć do tych samych rzeczy (sprzątanie, czekanie w korku albo w kolejce na poczcie). 

Real life nas dopadł po tym jak nasza rodzina się powiększyła i zaczęło się tzw. dorosłe życie. Trzeba przyznać, że dosyć mocno nas przytłoczyło i to odbiło się na nas i naszym związku. 

Sielanka sama z siebie już nie chciała trwać. Przyszedł czas, że trzeba było o nią zadbać. A przynajmniej zniwelować masowe rażenie codzienności z małym dzieckiem. Dosyć spontanicznie wymyśliliśmy wtedy taki plan, który stosujemy do dziś. Jak tylko nadarza się okazja, że jest obok ktoś kto może zaopiekować się naszymi pociechami, choćby ciągiem przez 14 godzin to my się zmywamy na randkę z prawdziwego zdarzenia. O jednej z nich pisałam już tutaj (klik)

Prezent na Walentynki  – weekend w Barcelonie

Sam w sobie taki plan brzmi już romantycznie prawda? Weekend w Barcelonie, według mnie idealnie nadaje sie na prezent na Walentynki. 

U nas tak naprawdę ta data to był trochę przypadek (związany z dostępnością opieki dla naszych dzieciaków) ale w sumie dobrze się złożyło, że mogliśmy razem z milionem innych par w Barcelonie, świętować bycie zakochanym.

Postanowiłam napisać o naszej randce bo naprawdę wydaje mi się cały jej plan świetnym pomysłem na prezent na Walentynki, gdziekolwiek byście nie byli. Nawet nie musi to być w Barcelonie. 

Dla mnie najprzyjemniejsze było to, że wszystko było już zaplanowane, ja nie musiałam wymyślać, szukać i rezerwować. Tylko spakować małą walizeczkę i czekać na niespodzianki.

Plan naszej randki w Barcelonie

Lekcja Salsy 

Przez 1,5 godz prywatnej lekcji salsy odświeżyliśmy sobie kroki, przez co byliśmy w stanie przetańczyć 3 piosenki pod rząd. Nasz trener, nie naciskał na swoje sposoby i triki. Po prostu zobaczył co umiemy i dostosował się do naszego stylu, żeby pokazać nam kilka użytecznych i efektownych figur. Zmęczeni ale też bardzo zrelaksowani ruszyliśmy odpocząć do hotelu.

Hotel 

Moje zdziwienie było ogromne gdy zaparkowaliśmy na Paseo de Gracia. Okazało się, że mój zaradny mąż zarezerwował nam wspaniały pokój na 4 piętrze zabytkowego hotelu Condes z balkonem i widokiem na Pedrerę. 

Drink na Tarasie

Po rozpakowaniu i krótkim odświeżeniu, zabrał mnie na 8 piętro, gdzie znajduje się naprawdę spektakularny tarasowy bar hotelowy. PiniaColada nigdy jeszcze nie smakowała tak wybornie. Uwielbiam podziwiać Barcelonę z wszelakich punktów widokowych miasta. Ten dopisuję do mojej listy top 5. 

pinacolada na tarasie hotelu

Kolacja

Doświadczenie kolacyjne jak zgodnie nazwaliśmy 2,5 godz pobyt w restauracji Con Gracia myślę, że zostanie z nami jeszcze na długo. Wybraliśmy menu ‘niespodzianka’ i choć porcje niespodziankowych dań były maleńkie to było ich tak dużo, że ostatecznie wyszliśmy najedzeni, i pod ogromnym wrażeniem pasji ludzi prowadzących tę maleńką restaurację. Naprawdę trzeba kochać jedzenie, żeby wkładać tyle wysiłku żeby wyglądało pięknie, smakowało wyśmienicie i jeszcze do tego miało swoją historię. Bardzo polecam to miejsce!

con gracia restauracja

Klub Nocny – The Room

I ostatnia atrakcja tego dnia, to klub w którym mieliśmy przećwiczyć nasze nowo odświeżone figury salsowe. Byliśmy w nim po raz pierwszy i do póki nie przyszło tam bardzo dużo ludzi, świetnie się bawiliśmy. Kiedy nie dało się już zrobić jednego obrotu, bo wszędzie obijaliśmy się o ciała, stwierdziliśmy że możemy wieczór uznać już za zakończony. Wróciliśmy do hotelu, zmęczeni ale bardzo zadowoleni.

Brunch 

Następnego dnia nie spieszyliśmy się zbytnio, żeby wyskoczyć z łóżka (ach co za luksus). Jak byliśmy gotowi do wyjścia była już 11. Stwierdziliśmy że odpuścimy sobie śniadanie i spróbujemy znaleźć topowe miejsce na brunch. Szybki research na Tripadvisor i już byliśmy w drodze do restauracji o naprawdę przyzwoitych rankingach. Okazało się, że nie tylko my mieliśmy ten pomysł w tej soboty. Zastaliśmy tam ogromną kolejką, która na nasz pusty żołądek i brak kofeiny we krwi była absolutnie niedopuszczalna. Zrobiliśmy to co większość osób w tej samej sytuacji. Poszliśmy do restauracji na przeciwko, która też reklamowała się serwowaniem hipsterkich branchów. 

Wszystko byłoby super, gdyby nie to, że guacamole na kanapce za 9 eur okazało się z Mercadony (czyli hiszpańskiej Biedronki) zamiast home made. Okropne rozczarowanie!

Spacer po Bornie

Posileni kawą i oszukanym guacamole ruszyliśmy się poszwędać po naszej ulubionej dzielnicy – Born. W sumie to trochę bez celu, ale przecież o to nam właśnie chodziło. Brak planu, to nie jest coś co zdarza nam się często przy dwójce dzieci.

spacer po Bornie

Posiedzieliśmy na ławce w parku Ciutadella, pogubiliśmy się w wąskich uliczkach Bornu i ostatecznie wylądowaliśmy na pysznym Ramenie.. (tak, znów będzie o jedzeniu). 

ramen Barcelona

Każdy zjadł swoją wielką pyszną miskę, i do tego stopnia zrobiła nam się ochota, że jeszcze przed powrotem do domu, wyskoczyliśmy na zakupy do wielkiego chińskiego supermarketu, żeby zaopatrzeć się w produkty na domową zupkę curry (trawa cytrynowa, kiełki i pasta Laksa).

Tak zakończyła się nasza randka, i choć nie trwała długo, to cel został osiągnięty. Wrociliśmy zrelaksowani, trochę zmęczeni ale szczęśliwi i naładowani pozytywną energią jako para. Zapewniam, że nie będziemy czekać do przyszłych Walentynek żeby powtórzyć to doświadczenie. I z całego serca polecam taki prezent na Walentynki (i nie tylko) 😉

Dodaj komentarz