Kategorie

Ciemna strona podróżowania czyli pijawki i inne paskudztwa

Wszyscy znamy te dobre strony podróżowania, bo to o nich się najwięcej mówi. Człowiek się dużo uczy, poznaje nowe kultury, ludzi, zwyczaje, smaki, zapachy etc. Podróżnicze blogi, książki i artykuły w gazetach pełne są historii o pięknych miejscach, mniej lub bardziej dzikich, egzotycznych miastach i powalających krajobrazach. Bywa jednak, i to bardzo często, że podróże niosą ze sobą też pewne niedogodności. Nie będę ich dzisiaj tutaj wszystkich wymieniać, skupię się tylko na jednym ale dotyczącym dziwnych insektów, robali i innych stworzeń. Historia oparta jest na faktach, więc Ci o słabszych nerwach, może lepiej niech nie kontynuują czytania…

 

Nasza podróż marzeń

Nie można było sobie wymarzyć cudowniejszej wycieczki. Była wiosna, przyjechaliśmy do Melbourne po dosyć intensywnym zwiedzaniu kilku bardzo ciekawych miejsc, żeby nareszcie poplażować i trochę odpocząć. Kulminacją miała być weekendowa podróż po GREAT OCEAN ROAD zorganizowana przez naszych przyjaciół.

pijawki,great ocean road,australia,kangury,melbourne,zwiedzanie,ciemna strona podróżowania,

Wybrzeże południowej Australii

 

Pewnego razu w australijskim buszu….

Jadąc po niekończącej się autostradzie i podziwiając nieprawdopodobnie piękne krajobrazy, wymyśliliśmy, że skoro jesteśmy już tutaj to chcielibyśmy koniecznie zobaczyć kangury, koala, strusie.. ale nie w ZOO czy jakimś ogrodzie.. nie nie. W ich naturalnym otoczeniu, podejrzeć ich jak żyją naprawdę.

No i okazało się to wcale nie takie trudne. W deszczowy poranek trafiliśmy do wilgotnego zagajnika, gdzie czekał na nas rodowity australijski leśniczy. To on miał być naszym przewodnikiem.  Wyposażył nas w lornetki i kurtki przeciwdeszczowe i ruszyliśmy do lasu.

Było super. Bardzo ciekawie opowiadał nam o zwyczajach różnych gatunków kangurów. Świetnie potrafił je zlokalizować i podglądaliśmy je zafascynowani.

pijawki,great ocean road,australia,kangury,melbourne,zwiedzanie,ciemna strona podróżowania, podglądamy kangury

Podglądamy kangury

 

Dwie minuty po tym jak zrobione zostało to zdjęcie poczułam na brzuchu dziwne swędzenie. Podniosłam wielką kurtkę i pod palcami wyczułam coś lepkiego. Zanim zaczęłam wyobrażać sobie co to może być zawołałam do Pawła: “Ejjj coś tutaj mam, zobacz!” (sama bałam się na to spojrzeć spodziewając się najgorszego).  I już wierzyłam, że on powie: “ee tam nic nie masz” ale tak się nie stało. Zobaczyłam tylko jak zmienia się jego wyraz twarzy gdy patrzy na mój brzuch. W tej chwili podeszła nasza koleżanka Asia i z zaciekawieniem zawołała: “ooo pijawkę masz “. Jak ja to usłyszałam to krew odpłynęła z mojej twarzy. I zaczęła się panika: “Co robić, co robić???!!”.

Na szczęście w porę zareagował super opanowany pan przewodnik. Otworzył swoją małą torebeczkę z której wyciągnął biały proszek. Posypał trochę na to obrzydlistwo wystające z mojego brzucha i uspakajającym tonem wytłumaczył, że pijawki nie znoszą soli i udało się ją w porę posypać zanim zadomowiła się na dobre. Nie wierzyłam, że całkiem wyszła więc po powrocie do leśniczówki dokładnie zbadałam to miejsce i każdy centymetr reszty mojego ciała. Dopiero jak się upewniłam że nic podejrzanego nie widzę wyszłam na podwórko. Ufff.. bardzo traumatyczne to było doświadczenie, a przewodnik śmiał się ze mnie: ” nie przejmuj się, na zdrowie Ci to wyjdzie a dodatkowo to będzie najlepsza historia z Twojej podróży”. No i historia faktycznie jest, ale ja za więcej takich atrakcji dziękuję.

 

Pijawki, muchy tse tse, pluskwy etc..

Myślę, że przed podróżą warto być przygotowany na różnego rodzaju insekty. Tak jak w moim przypadku, to że posiadaliśmy sól, skróciło moje katusze. Podobnie w Tanzanii, dzięki temu, że byliśmy odpowiednio ubrani i mieliśmy ze sobą właściwe repelenty muchy tse tse nie dały rady popsuć nam przygody na safari. Na Kubie, to że wzięliśmy ze sobą moskitiery umożliwiło nam spokojny sen.

Zanim więc wyjedziesz poczytaj co w danym regionie “grasuje” i przygotuj się. To niby nic, taki komar na przykład, a potrafi naprawdę zepsuć całą przyjemność z podróżowania.

Moja historia jest dosyć dramatyczna, ale to nic w porównaniu z plagą pluskiew z którą zmierzyła się pewna znana podróżująca blogerka…. 🙂

Dodaj komentarz