Kategorie

Skok na bungee czyli przygoda życia w Nowej Zelandii

Pozostając w temacie inspiracji i szalonych ale dodających życiu smaczku uczynków, dziś wspominam Nową Zelandię i skok na bungee, na który zdobył się mój mąż, a za który do tej pory go podziwiam. Bungee jumping w scenerii najlepszej jaką można by sobie wyobrazić.

 

Skok na bungee – Albo teraz albo nigdy!

Kiedy przybyliśmy na miejsce, stanęłam w małej budce zawieszonej nad urwiskiem, rozejrzałam się dookoła i pomyślałam. Wielkiej ochoty na skok nie mam i nie wiem czy się przekonam, ale jak nie zrobię tego tutaj, to chyba nigdzie. Dodatkowo jeszcze jedna myśl  pojawiła się w mojej głowie – nawet jeśli miałabym się zabić przy tym szalonym skoku, to nie wyobrażam sobie piękniejszej scenerii 🙂

 

skok na bungee podroze, Nowa Zelandia Najlepsze miejsce na ...

Najlepsze miejscówka na …

 

Przygotowania – adrenalina i obawy

Żeby skoczyć, trzeba podpisać dokumenty pełne paragrafów na temat ryzyka, niebezpieczeństwa i konsekwencji tego co może się wydarzyć. Ale ani dokumenty ani zawrotna dla nas wtedy cena nie odstraszyły nas i już po chwili Paweł czekał w krótkiej kolejce do skoku.

Ja w tym czasie siedziałam przy stoliku wysłuchując historii podnieconych turystów, którzy zwierzali się, że to tutaj właśnie pokonali swoje słabości. Po mimo paraliżującego lęku wysokości skoczyli po raz pierwszy prawie wymiotując ze strachu. A potem skoczyli jeszcze raz i jeszcze i jeszcze… I namawiali mnie, że koniecznie ale to koniecznie powinnam też spróbować. Uhm… spojrzałam jeszcze raz na cudowny otaczający mnie krajobraz i po raz kolejny stwierdziłam, że to jednak nie dla mnie.

skok na bungee podroze, Nowa Zelandia

Albo tutaj, albo nigdzie

Nawet ich historia nie skłoniła mnie do zmiany zdania. Jak na razie, ten temat pozostawiam dla siebie zamknięty. A tymczasem…

 

Skok i zupełny zawrót głowy

Tymczasem mój przyszły mąż ze splątanymi nogami czekał na wyrok. Kiedy przyszła jego kolej (jak mi potem opowiadał), pomyślał tylko: jeśli spojrzę w dół choć raz to nie skoczę i HOOOOOOOOOP!

A oto jak poleciał…

 

 

Ja w ukryciu nagrywałam raz po raz i udało się złapać ten wyjątkowy moment. A potem.. potem już było tylko gorzej.

Kiedy Paweł szczęśliwie wylądował już w pontonie, w którym dopłynął do brzegu poczuł się jakoś dziwnie. I tak dziwnie czuł się przez połowę tego dnia. Nie mówiąc o kolorach jego twarzy, które zmieniały się od białego poprzez żółty kończąc na zielonym. Okazało się że tylko pierwsze 2 sekundy lotu były przyjemne. Cała reszta, po tym jak sznur(czy też guma) pociągneły go do góry, już nie była taka wspaniała. Coś szarpnęło, coś strzyknęło i głowa nie mogła wrócić na swoje miejsce jeszcze kilka godzin.

skok na bungee podroze, Nowa Zelandia Powrót na stały ląd

Powrót na stały ląd

 

Ostatecznie skoczyło się dobrze ale myślę, że Paweł pozostanie jednak przy kitesurfingu jeśli chodzi o sporty ekstremalne. A jeśli chodzi o bungi jumping, to zaliczony, odhaczony i nigdy więcej.

 

 

Dodaj komentarz