Kategorie

montserrat widok na górę

Montserrat inaczej czyli dobre strony pandemii

W ostatni weekend po raz pierwszy już nie pamiętam od kiedy ‘pozwolono’ nam opuścić nasze miasteczko. W mieszkaniu na plaży nie żyje mi się źle, ale mój podróżniczy duch bardzo mocno ucierpiał przez ostatnie miesiące, kiedy bez ‘poważnego’ uzasadnienia, nie mogłam wyjechać z Castelldefels.

Kiedy więc jeden z absurdalnych przepisów zamienił się w inny i natychmiast rzuciłam się na booking, żeby zrobić rezerwację gdzieś w naturze jak najdalej od domu i ruszyć w drogę.

kolorowe Collbato
Urocze uliczki Collbató

Najdalej, czyli niecałe 50 km od domu, w głąb mojego powiatu: Baix de Llobregat, w miejscowości Collbató pod stateczną górą Montserrat. Jak to już nie raz mi się zdarzyło w ciągu ostatniego roku, gdyby nie Covid to pewnie nigdy bym nie dowiedziała się o istnieniu tej miejscowości.

tęcza montserrat
Wyobraź sobie Takie Schody przed Kościołem w polskim miasteczku😄

W związku z ograniczeniami, człowiek zaczyna być bardziej elastyczny, trochę mniej wymagający w wyborze destynacji. Ostatecznie całkiem nieźle się to dla mnie kończyło i tak też było tym razem. Katalonia po raz nie wiem już który, znów mnie po prostu powaliła i rozkochała na nowo.

Romantyczny początek weekendu w samochodzie

Mój weekend z przyjaciółką (czyli wyjedź, odpocznij i zatęsknij za rodziną) zaczął się już w piątek po południu, kiedy pojechałam na wykład do Barcelony. W obecnych czasach wieczorem, restauracje w Kataloniii działają tylko na wynos. Nasza kolacja to był take away – mieszanka kuchni libańskiej i indyjskiej – zjedzony na światłach awaryjnych parkingu nieopodal barcelońskiej plaży. Ale znów, gdyby nie pandemia, nie zaznałabym takiego doświadczenia. Było ono naprawdę przyjemne, więc dopisuje do mojego dziennika nowych wrażeń, bez żalu wręcz z odrobiną melancholii 😉

Collbató – pierwsze wrażenia

Hotel w Collbato był po prostu luksusową wersją akademika, gdzie nic do siebie nie pasuje, dywany są już mocno zużyte, ale wszystko co potrzebne jest pod ręką. Po odsłonięciu okna o poranku, powaliła nas magia góry, która majestatycznie majaczyła się w oddali.

widok z okna montserrat
Widok z hotelowego balkonu

Zeszłyśmy na dół na kawę i bułkę wrocławską i ruszyłyśmy w drogę. Nasz plan na całą sobotę był prosty. Krążymy po górze, i doświadczamy natury przez cały dzień. Wydaje się proste a jednak….

Najtrudniej jest zacząć…

Kiedy znalazłyśmy perfekcyjny spot na parking i już wykręcałam, żeby zrobić do niego podejście, zobaczyłyśmy policję katalońską robiącą nonszalancko i od niechcenia zdjęcia, autom zaparkowanym wzdłuż drogi. Dokładnie tam gdzie właśnie ustawiałam samochód. Ups.. właśnie uniknęłyśmy mandatu.

Wróciłyśmy do wioski, gdzie było mnóstwo miejsc parkingowych i po 7 min już byłyśmy z powrotem na parkingu, z którego o mało nas nie odholowano. Następnie zrobiłyśmy z 1,5 km kręcąc się po parkingu próbując znaleźć początek trasy zaznaczonej w aplikacji Wikiloc, która tym razem nas mocno rozczarowała. Ostatecznie zaczęłyśmy się wspinać tam gdzie po prostu było to możliwe bez sprzętu wspinaczkowego i po chwili żwawo spacerowałyśmy po ścianie Montserrat podziwiając przepiękne widoki.

Montserrat widoki
Widoki w trakcie spaceru po Montserrat

Szłyśmy bez pośpiechu, bez stresu i bez naszych kochanych dzieci proszących o wodę, czy marudzących ze zmęczenia. Po prostu warunki spaceru były luksusowe, jeśli dodamy do tego jeszcze lokalizację i pogodę tego dnia.

selfie na Montserrat
Czasu na selfie miałyśmy pod dostatkiem

Po 1.5. godz spacerze dotarłyśmy prawie do szczytu, gdzie już klasztor miał być prawie za rogiem (przynajmniej tak mi się wydawało). Tabliczka wskazywała niewiele ponad godzinę. No problem. Po kolejnym 1.5 godz wciąż nie widziałyśmy klasztoru i powoli zaczęłam się robić głodna i zmęczona. Czas na piknik!!

najlepszy na piknik Montserrat
Zimne piwo, sałatka z kiszonej kapusty i czipsy. Po prostu bosko!

Po kiszonej kapuście nic już nie może być trudne. Chwilę po skończonym pikniku byłyśmy już w klasztorze. I tu niespodzianka

Klasztor Montserrat w czasach zarazy

Okazuje się, że ‘pandemia’ ma swoje dobre strony. Ciekawe ile kosztowałoby mnie w ‘normalnych’ czasach żeby mieć ten niesamowity klasztor tylko dla siebie? O ile w ogóle to jest możliwe?! Tej soboty, w porze obiadowej, byłyśmy w klasztorze … same.

pusty klasztor Montserrat
Pusta kaplica Montserrat

Kolejka która normalnie ma dobrych kilkadziesiąt metrów, nie istniała. Było pusto i magicznie.

bez kolejek Montserrat
Kto był to wie jak normalnie wygląda ten korytarz

To miejsce ma w sobie ogromną moc, a kiedy jest się w nim sam na sam, bez żadnych przeszkadzajek to magia jest odczuwalna po tysiąckroć! Do woli nasyciłyśmy się energią tej niesamowitej kaplicy.

montserrat do woli
Można stać i kontemplować bez końca, bo nie ma tłumów, które wzdychają i prychają czekając na swoją kolej

Kolejny punkt programu to kawa w pustej kafejce i ruszamy z powrotem.

Chwile grozy na Montserrat

Była już prawie czwarta, nad górami zaczęła tworzyć się wieczorna mgła i usłyszałam za plecami rozmowę o tym, jak to za chwilę zacznie padać. A tak naprawdę to padałam ja, z nóg moich wycieńczonych. W dodatku padł mi telefon i w ogóle to myślałam, że już czeka nas nocowanie gdzieś na górskim stoku bo ja już nie dam rady wrócić z powrotem. Po prostu rozpalimy ogień, żeby wilki, stwory z licznych jaskiń i montserratowe nietoperze nas nie schrupały na kolację. Uffff…

Ścieżki opustoszały, szłyśmy powoli krok za krokiem wierząc na ślepo i bez innej właściwie opcji, google map, która nieustannie pokazywała 50 min, jakkolwiek byśmy się nie zbliżyły do celu. Już się nauczyłam, że do kalkulacji na tabliczkach na stoku trzeba dodać, 40% więcej czasu.

montserrat chwile grozy
Czy kiedyś wreszcie dojdziemy do hotelu?

Dodawałyśmy sobie animuszu śpiewami, które przywołały nam na spotkanie niespodziewanych gości.

koziołki na montserrat

To niesamowite, jak zwierzęta z czterema nogami zakończonymi kopytkami, potrafią się wspiąć, bez wysiłku, po pionowej ścianie. Obserwowaliśmy się przez chwilę, my z ogromną ciekawością a one, bacznie sprawdzając intruzów ich terenu.

Niezaprzeczalna magia góry Montserrat

Stok po którym schodziłyśmy w dół do Collbato był zupełnie inny od tego po którym wchodziłyśmy. Wreszcie widać było i czuć, że naprawdę jesteśmy na Montserrat. Kto był to wie, że ta góra jest naprawdę charakterystyczna. Schodząc z niej powoli w zamglonym krajobrazie, cichym i spokojnym poczułam potęgę przyrody. Nie wiem skąd ale dla mnie ta góra jest kobietą. Jakby szeptała mi do ucha, ‘nie martw się, zaopiekuję się tobą’ czułam jej potęgę i delikatność zarazem. Dawała pewność i dodawała otuchy.

W pewnym momencie wszystkie moje obawy i zmęczenie ustały. Poddałam się jej magii i podziwiałam miliony kamyczków, ziarenek piasku i skamieniałych roślin i zwierząt, z których jest zbudowana. Magiczne zagajniki i cudnie śpiewające ptaki żegnające zachodzące słońce. Nieskończone ilości tajemniczych zagłębień, które nie mają końca, jaskiń i schowków, przywołujących wyobraźnią historię o ukrywających się zbiegach…

Tego dnia, brak turystów, krzyków, reggetonu i wypalanych na trasie petów, sprawił, że mogłyśmy w pełni delektować się magiczną górą Montserrat. Następnego dnia kiedy patrzyłam na nią z balkonu naszego hotelu o poranku, czułam że się zbliżyłyśmy. Zaprzyjaźniłyśmy i czuję, że jeszcze nie raz się spotkamy.

monika na montserrat

Kolacja jedyna w swoim rodzaju

Z radością padłyśmy na łóżka po dotarciu do hotelu i bez sił, za to z wielkim apetytem. Zamówiłyśmy kolację w najbardziej obreklamowanej restauracji w miasteczku. Dostawa pizzy odbyła się prosto do naszych hotelowych drzwi, co było supermiłe zważając na nasze zmęczenie. Po otwarciu wina i pudełek z pizzą naszym oczom ukazała się najdziwniejszy placek podający się za pizzę ever! Smakował jak ser kozi z marchewką, polany słodkim gęstym balsamicznym sosem. Jak klasyczna hiszpańska ‘ensalada de queso de cabra’ – sałatka z kozim serem, tylko pizza version 😱

interesujaca kolacja na montserrat

Wyboru nie było, a głód po zrobieniu 17 km był znaczny. Zjadłyśmy naszą ‘interesującą’ pizzę, popijając ze smakiem czerwonym lokalnym winem i padłyśmy zmęczone i pełne wrażeń.

Najlepiej w dobrym towarzystwie

Moją weekendową wycieczkę odbyłam z Karoliną z BarcelonaBeachBreaks. Raz na jakiś czas organizujemy sobie takie wypady, bez rodziny, tam gdzie natura jest w pełni. Z dala od dużych miast, starając się unikać zatłoczonych miejsc. Spędzamy czas ze sobą, ale szanując swoją własną przestrzeń i potrzebę ciszy. Poznałyśmy w ten sposób przepiękne zakątki Katalonii i mam nadzieję poznamy jeszcze niejeden. Zawsze wracam do domu stęskniona za rodzinką, z naładowanymi do pełna bateriami. Bardzo cenię sobie ten mój czas i czuję, że paradoksalnie właśnie w ten sposób zbliżam się do tych najważniejszych osób w moim życiu.

Montserrat con amigos
Hasta la proxima !!! Było SUUUUPER!!

One Comment

Dodaj komentarz