Kategorie

miracle morning

Czas na zmiany – ale jak zacząć?

Żyjemy dziś w świecie „Instant”. Wszystko jest dostępne w ciągu 24 godz, tabletki działają w ciągu 10 min od ich połknięcia, antybiotyk stawia nas na nogi prawie natychmiast, jedzenie i związki są szybkie, stojąc w korku robimy 4 rzeczy na raz. Na nic, ale to na nic nie trzeba czekać. Nigdy ale to nigdy się nie nudzimy, bo telefon i internet zapewniają nam permanentną i wiecznie atrakcyjną rozrywkę.

Nie wiem jak ty, ale ja czasem czuję, że to obciach jak wykonuję tylko jedną rzecz na raz. Bo wiadomo, że nawet jak gotuję to mogę sobie strzelić jakiś edukacyjny dokument na Netflix. Jak prowadzę to może jakaś książka na audiobuku. No coś zawsze leci w tle dodatkowo. Żeby nie tracić czasu…. To samo w pracy, odbierasz telefon w trakcie tworzenia wypaśnej prezentacji, odpisujesz na messenger i dodatkowo ciągle patrzysz na wyskakujące powiadomienia… ufffffff.

Ja się przecież zmęczyłam opisując to wszystko!!!

Kiedy i w którym momencie daliśmy sobie wmówić, że tak jest dobrze?!!! Serio, zastanawiam się, skąd we mnie ten głód wrażeń, alergia na nudę i ciągła potrzeba nowych doświadczeń. Ostatecznie wieczorem padam na twarz i nie wiem nawet co robiłam przez cały dzień a czuję się taka zmęczona tą gonitwą.

w rytmie slow
Plaża w rytmie Slow

A może by tak trochę zwolnić

Od kilku lat pojawia się coraz bardziej modna zmiana frontu.

  • Rób tylko jedną rzecz na raz – mówią.
  • Jak jesz to nie czytaj, nie oglądaj.
  • Jak prowadzisz samochód to nie słuchaj radia, patrz przez okno i chłoń świat dookoła siebie.
  • Jak czekasz w poczekalni u lekarza, to nie grzeb w komórce tylko wykorzystaj ten moment, żeby posłuchać siebie etc itd.

Mindfullnes, minimalizm, slow life.. to wszystko brzmi pięknie, widzę w tym jakąś nadzieję, że wreszcie złapię to moje życie za nogi… Tylko jak mam się przestawić?! Z kołowrotka 24/7 na życie Slow. Ha! To jest dopiero wyzwanie.

Nie ma na to jakiejś tabletki, szybkiego kursu online, czegoś co mogę wziąć choćby dożylnie? Najlepiej od razu, żebym nie musiała długo czekać na tą moją transformację. Po prostu niech się stanie już! Ja przecież nie mam czasu żeby medytować. Prania nie mam czasu zrobić a co dopiero siedzieć w ciszy i nic nie robić. Serio. To za dużo.. znów muszę dołożyć coś do mojego grafiku, który już pęka w szwach i powoduje ból głowy.

Życie w rytmie SLOW

A jeśli to jest właśnie początek? Nie mam czasu a potem scrolluje Instagrama przez 15 min (bo przecież muszę kiedyś odpocząć i się zrelaksować, należy mi się). Nie mam czasu, a potem zawieszam się czytając niekończące się rozmowy na whatsupie w grupie koszykówki mojego syna, które nic nie wnoszą w moje życie. Nie mam czasu, a potem znów spotykam się z koleżanką, której tak naprawdę wcale nie lubię bo ciągle tylko obgaduje wszystkich naszych znajomych….

Nie mam czasu nie istnieje, wszystko to tylko kwestia priorytetów

Żeby zrozumieć, że scrollowanie instagrama lub oglądania słabego serialu na Netflix nie sprawi, że odpocznę; musiałam poznać inne rzeczy. Musiałam zrobić je wiele razy, żeby zapamiętać to JAK się po nich czuję.

  • Spacer po plaży, kiedy zupełnie nie mam czasu.
  • Medytacja 15 minutowa o poranku zanim wszyscy wstaną i 5 min w dzienniku (kiedy przecież lepiej byłoby się wyspać)
  • 2 minuty świadomego oddychania, tak po prostu, na krześle w trakcie przerwy w pracy (kiedy lepiej byłoby wypić kolejną kawę)
  • 2 dniowa przerwa dla mojego układu trawiennego, post o samej wodzie (kiedy przyjemniej byłoby skorzystać z zaproszenia przyjaciół i wyskoczyć na coś pysznego do restauracji;-)
  • Odinstalowanie facebooka, instagrama i Netflixa (a co jeśli nie będę wiedziała co u kogo słychać, albo przeoczę super extra nowy serial o którym wszyscy mówią)

Jakże łatwo zapaść się wieczorem w kanapę, kiedy dzieci już śpią, otworzyć dobre hiszpańskie wino, ulubione czipsy i odpalić Friends. Tylko co będzie rano? Na pewno nie wstanę wcześniej niż cała rodzina, żeby medytować. Na pewno nie będę się czuła wypoczęta. Na pewno mój żołądek nie będzie w dobrej formie. OK, to prawda, że nie mam już dwudziestu lat, i to wszystko wpływa na moje samopoczucie, ale….

Dziś wiem, jak to jest kiedy NAPRAWDĘ się dobrze czuję, odpoczywam a moje ciało jest zregenerowane. Oczywiście że zdarza mi się sięgnąć po czipsy i wino. To jest już jednak, dużo bardziej świadome a nie odruch bezwarunkowy. I dużo dużo rzadziej tak robię.

medytacja na plaży
Medytacja na plaży

Jak się przełamać i wprowadzić zmiany

Zdanie, usłyszane od przyjaciółki (ona potrafi zrobić post nawet 10 dni, a które pewnie słyszałam już nie raz wcześniej ale to właśnie w zeszłym roku ‚zaklikało’ i dużo zmieniło w moim życiu to:

Kochana, wszystko jest w Twojej głowie

Serio?! W mojej głowie, to znaczy, że ja mogę panować nad tym co robię, kiedy i jak? No przecież!!! To ja i moje ciało, moje decyzje!

Czytałam kiedyś, że umysł jest świetnym sługą ale fatalnym szefem. I tak do tego dziś podchodzę. Ogrom pracy jeszcze przede mną. Mózg ciągle podpowiada mi wgrane płyty, stare zwyczaje, sabotuje, przekonuje, namawia wcale nie do tego co jest dla mnie najlepsze. Przestałam narzekać i zwalać na …(wstaw właściwe) zimno, gorąco, brak pogody, słońce, niedobrego sąsiada, głupiego współpracownika, korek itd .

Przecież wszystko jest w mojej głowie. Tak jak zaprogramuje mój umysł, jakie JA WYBIORĘ nastawienie do czegoś, tak się stanie. To nie żaden cud, tylko ja i MOJA decyzja. Moja a nie mojego umysłu i jego zdartych, niezdrowych dla mnie płyt.

Jak się zmieniło moje życie w takim razie?

  • zaczęłam wcześniej wstawać (kiedyś nieosiągalne) i medytować, robię to prawie codziennie
  • zaczęłam chodzić na samotne spacery co najmniej 2-3 razy w tygodniu i po każdym z nich mam taki zastrzyk energii, że żadna kawa lub inny dopalacz tego nie zastąpi
  • przez kilka cieplejszych miesięcy, co środę stałam gotowa o 7.30 rano z deską do paddle surf pod pachą i godzinę spędzałam w często naprawdę niezbyt ciepłej wodzie
  • zaczęłam bardziej świadomie wybierać treści (książki, filmy i seriale) i zdecydowanie ograniczyłam ich dawkę
  • codziennie (może czasem oprócz weekendów) przestrzegam diety IF (odżywiam się w ciągu 8 godzin a przez 16 godzin mój układ trawienny odpoczywa a ciało się regeneruje)
  • utrzymuje relację tylko z tymi, którzy naprawdę są dla mnie ważni, bardziej świadomie dobieram sobie przyjaciół i znajomych
  • nie jem mięsa, kawę piję bez mleka (a z olejek kokosowym, cytryną i ghee), piję wściekle zielone wyciskane soki i ograniczyłam białą mąkę w jadłospisie mojej rodziny
  • sama robię produkty do sprzątania i kosmetyki. Wyrzuciłam całą toksyczną chemię

To są rzeczy, które są dla MNIE dobre. To są rzeczy, które jeszcze kiedyś były dla MNIE ogromnym wyzwaniem. Może to nie jest coś co jest dla Ciebie dobre, a wyzwania masz całkiem gdzie indziej. Wg mnie najważniejsze z tego wszystkiego to nauczyć się słuchać samego siebie. Wyłączyć telewizor, radio i Facebooka. Iść na spacer i spędzić czas sam na sam, żeby wreszcie usłyszeć to co podpowiada Ci instynkt a nie umysł. Żeby tak naprawdę POCZUĆ co jest dla CIEBIE dobre, a nie co POWINNO być dla Ciebie dobre. To jest właśnie ta różnica.

notes z plażą
Notatki z Plaży

Na koniec zła wiadomość. To trwa. To jest proces i tak jak to widzę dziś, on się nigdy nie kończy. Ale to też nie wyścig, każdy ma swój czas i tempo. Zacznij już dziś, od spaceru, oddechów, medytacji a za parę miesięcy będziesz w innym miejscu. Takie jest właśnie moje doświadczenie. I choć to trwa, czasem jest frustrujące i jeszcze długa droga przede mną, to za nic w świecie nie chciałabym wrócić do tego jaka byłam rok temu.

Nie możesz jechać na plażę, to niech plaża przyjedzie do Ciebie!

Wyjątkowy notes stworzony z miłości do plaży.

– twarda okładka ze zdjęciem hiszpańskiej plaży

– elegancki i poręczny

50 PLN plus koszty przesyłki

notes w kropki

Dodaj komentarz