Wietnam i 5 najbardziej ekstremalnych doświadczeń kulinarnych

5 najbardziej ekstremalnych doświadczeń kulinarnych z Wietnamu

28 maja 2014 w Podróże Marzeń, Wietnam

Jesteśmy już w domu po naszej kolejnej podróży marzeń! Wietnam nas oczarował i ugościł bardzo łaskawie zarówno pod względem pogody jak i kuchni. Temat jedzenia pojawi się nie raz na łamach naszego bloga, gdyż kuchnia wietnamska jest częścią kuchni wschodu, którą praktykujemy na naszych talerzach bardzo często. Ten rozbudowany, szeroki i nader smakowity temat chciałbym jednak ugryźć od strony, którą nie jest nam dane doświadczyć na naszych stołach w Europie i aby posmakować tych ekstremalnych frykasów trzeba pofatygować się do źródła – na wschód do Azji! Chociaż, nawet tam coraz częściej kwestie estetyczne biorą górę i wybierane są mniej pełzające smakołyki to mam nadzieję, że „potrawy” te nie zanikną i każdy z Was kiedyś będzie mógł ich doświadczyć.

1. Wietnam i krew z kobry w wódce

wódka z krwią kobry, wietnam, podróże marzeń, plaża, jedzenie egzotyczne, top 5, kuchnia

Może użycie słowa „doświadczenie kulinarne” w tym wypadku będzie przesadzone, gdyż na końcu moje kubki smakowe nie miały przyjemności czy też nieprzyjemności zasmakowania tego przysmaku, jednak jest to numer 1. Samo widowisko napiło nasze zmysły niezapomnianymi wrażeniami. 2 m od żywej kobry, syk węża, istne show jakie zostało wykonane obok naszego stolika w zadymionym oparami z grilla, całkowicie lokalnym barze, gdzie zwyczajny turysta nie zawita bez zaproszenia tubylca. To właśnie doświadczenie zapisało się w naszych wspomnieniach najbardziej!Mieliśmy duże szczęście gdyż jest to drogi smakołyk jak na Wietnam (około 20 USD) i nie zdarza się często.

Tego wieczoru zjechało się do baru jednak dużo Rosjan, którzy są głównymi (jeśli nie jedynymi) amatorami tego trunku. Byliśmy więc my, Rosjanie, parę innych osób (studentów kajta) no i kilku Wietnamczyków. Znienacka rozsunięto stoły i pojawił się wąż w przeźroczystym worku. Rozpoczęto przygotowania do rzezi, przynosząc stół, nożyczki, wódkę itd. Obok węża co jakiś czas pojawiało się małe Wietnamskie dziecko oraz mistrz ceremonii, który miał dokonać zbrodni. W pewnej chwili wąż został ostrożnie i precyzyjnie wyciągnięty z worka, jego zęby jadowe precyzyjnie odcięte, a następnie podcięto mu okolice gardła. Krew zaczęła płynąć, a pomocnik wyciskał węża naciskając go od ogona po głowę…niczym tubkę z mlekiem skondensowanym….uff…wypłynęła krew, którą następnie przelano do butelki z wódką. W proporcjach mniej więcej pół na pół z krwią butelka została wstrząśnięta a następnie z kieliszkami podana do stołu obok! Barbarzyński zwyczaj, którego podstawą jest wiara w to, że po wypiciu krwi kobry człowiek jest bardziej „macho” no i ma też niesamowitą potencję. Nie próbowałem… Cała akcja odbywała się w Mui Ne w małym barze w środku wioski. ufff



2. Smażona larwa jedwabnika

wietnam, podróże marzeń, plaża, jedzenie egzotyczne, top 5, kuchnia, larwa jedwabnika

Phyyy…co tam jakiś mały robaczek po widowisku z wężem? Hmmm no wszystko ok, ale teraz był już w zasięgu ręki. Pod hasłem tego, że jest to jedyna i niepowtarzalna okazja aby spróbować tego smakołyku dałem rade. Nie mogę powiedzieć, że był to przysmak. Wysmażony robal, rozpłynął się w ustach dość szybko a jego tłusty i słodkawy smak przepiłem browarkiem. Tak naprawdę smakowo nic specjalnego. Jeśli miałby to do czego porównać to byłoby to bardzo bogate źródło protein o smaku masła wymieszanego z białą mąką czy też śmietana w stanie surowym. Pozycja druga z uwagi na wrażenia estetyczne i wrodzoną niechęć do jedzenia czegoś co pełza…i jest ROBALEM (nawet jeśli by on ładnie usmażony i przyprawiony). Cała uczta odbyła się podczas zwiedzania fabryki jedwabiu na farmie jedwabników nieopodal Da Lat. Wietnamczyk zapytany czy je się jeszcze robale odpowiedział, że coraz rzadziej, gdyż społeczeństwo się bogaci i może pozwolić sobie coraz częściej na kurczaka. Ku naszemu zdziwieniu jednak to oświadczenie wietnamskiego przewodnika nabrało innych kolorów, kiedy w restauracji w Hanoi, parka na stoliku obok zamówiła sobie podobną miseczkę larw i wcinała jako przekąskę z pikantnym sosem oraz tofu. Cóż, chyba każda cześć Wietnamu będzie miała inne spojrzenie na kuchnie i swoje potrawy.

3. Konik polny z pikantnym sosem – idealna przekąska do piwa

wietnam, konik polny smazony, jedzenie, food, pyszne, ekstremalne, podroze

Wycieczka w okolicach Da Lat na każdym przystanku dostarczała nam nowych wrażeń. Zupełnie nie spodziewaliśmy, iż częścią odwiedzin hodowli koników polnych będzie ich degustacja. Po obejrzeniu fermy weszliśmy do pomieszczenia w którym znajdował się stół, kilku podśmiewających się pod nosem Wietnamczyków oraz domowa świnka na sznurku. Maks zaczął bawić się z prosiakiem, a my zostaliśmy zaproszeni do stołu na którym znajdował się talerzyk ze smażonymi konikami oraz sosem. Do pomocy było kilka wykałaczek, papier toaletowy do wytarcia rąk oraz małe widelczyki. Nie było tak źle…baaa zjadłem cały talerzyk! Gdyby nie nóżki które cholernie wchodziły między zęby i dawały wrażenie jedzenia po prostu owada mógłbym powiedzieć, że to idealna przekąską do piwa. nooo…wciąłem całą porcje więc to mówi samo za siebie. Polecam…dobre, słodkawo pikantne, zdrowe no i podobno, dobre na potencje (mimo zjedzenia znacznej ilości nie zauważyłem różnicy :) )

Chcesz zarezerwować swoją podróż tanio oraz pewnie? Sprawdź unikatową sekcję „ Narzędzia podróżnika ” i użyj sprawdzonych oraz rekomendowanych przez nas narzędzi.

 


Nie wszystkim się to jednak podobało, ale żonka zuch też skosztowała :)

wietnam, konik polny smazony, jedzenie, food, pyszne, ekstremalne, podroze, rodzina

4. Krokodyl i struś z grilla

wietnam, krokodyl z grila, strus, extreme food, ekstremalne jedzenie, podróże

Bardzo się cieszyliśmy na zaproszenie lokalesów na wieczorną kolację. Zmotywowało nast to do wynajęcia skuterka dzień wcześniej niż planowaliśmy i wycieczkę w trójkę przez wioskę do umówionego miejsca. Na szczęście pojechaliśmy z zaprzyjaźnioną Rosjanką, dzięki czemu udało się trafić bez problemu. Samo miejsce polubiłem od pierwszego wejrzenia…gdyż miało klimat prawdziwego wietnamskiego baru. Motory, stoliki, lodówka, bar i krokodyl w klatce czekający na to kiedy stanie się kotletem. Kontrola sanitarna pewnie nawet bałaby się tam wejść, ale co muszę przyznać to to, ze talerze były czyste, piwo zimne a i mięsko świeże i dobrze przyprawione. Wszystko podane razem z grillem, żeby samemu sobie kolację usmażyć. W zadymionym pomieszczeniu podpiekliśmy mięsko z krokodyla oraz ze strusia, poiliśmy piwkiem, obejrzeliśmy show zabijania kobry (tak to z punktu pierwszego, 2 top potrawy w tym samym miejscu w Wietnamie…hmmm pewnie muszę przyznać mu jaką gwiazdkę „Michelli-Głoda”:) po czym udaliśmy do domku (przynajmniej część z nas). Krokodyl smakował jak kurczak, a struś hmmm, ciężko porównać tak naprawdę…może trochę do cielęciny. Ważne było to, że następnego dnia cała trójka cieszyła się dobrym samopoczuciem i nie było żadnych rewelacji jelitowo żołądkowych :)

5. Kawka przetrawiona przez świstaka (tyko dla koneserów)

kawa w kupie switaka, kawa, wietnam, Da Lat,weasel coffee farm in Da Lat,wietnam, podróże marzeń, plaża, jedzenie egzotyczne, top 5, kuchnia

Na koniec rankingu dodam coś naprawdę smakowitego, czego każdy smakosz kawy powinien spróbować. Wietnam jest drugim na świecie producentem kawy. Pola w okolicy Da Lat są pokryte płaszczem krzaków kawowych i wszędzie gdzie się nie obejrzysz jest kawa (poprzeplatana bananami). Odwiedziliśmy jedną z farm, gdzie można było spróbować rożnych smaków. Jedną z nich była kawka, którą podaje się zwierzętom podobnym do świstaków, aby ją podtrawiły. Niestrawione ziarna, bez skóry wypłukuje się z ich odchodów, suszy i serwuje. Porównanie tej samej kawy z kawą, która odwiedziła przewód pokarmowy zwierzaka wychodzi znacząco na korzyść tej wyjętej z kupy. Smak bardziej intensywny i pełny! Mniam. Uwaga, polecam nie analizować drogi jaka przeszła kawa i z czego została wyjęta. Warto zwrócić uwagę jednak, iż kiedyś zwierzątka które wzbogacają smak kawy biegały sobie po polach, ciesząc się życiem. Teraz coraz częściej niestety są one hodowane i pozamykane w klatkach. Dlatego też więcej tej kawy pił nie będę, bo zwykła dobra Arabika mi wystarczy! Więcej na temat kawy można znaleźć tu (po angielsku).

wietnam, podróże marzeń, plaża, jedzenie egzotyczne, top 5, kuchnia, kawa

Wszystkie te doświadczenia kulinarne miały miejsce w Mui Ne oraz Da Lat, z naciskiem na Da Lat. Robale, koniki polne oraz kawkę piliśmy podczas nasze wycieczki z Mr. Lee. Naprawdę polecamy Mr. Lee jako przewodnika oraz biuro Mimosa Travel Da Lat. Wycieczka z Mr. Lee to doskonała alternatywa jeśli nie ma się za dużo czasu w Da Lat i chce się zwiedzić wszystko ” w pigułce”. Super serwis za rozsądną cenę! Zazwyczaj robimy wszystko sami, ale w tym przypadku z uwagi na limitowany czas w Da Lat sięgnęliśmy po pomoc. Decyzja była jak najbardziej słuszna!

 

P.S. Jeśli Ci się podoba jak i o czym piszemy, polub nas na FACEBOOKU. Dzięki!

Komentarze

  1. Ughyugfgytty ciekawy artykuł Paweł, ale próbowanie tego chyba nie byłoby na moje nerwy :-) może na kawę z kupy bym się skusiła ;-) pozdrawiam

    • Ta kawa pachnie przepysznie, gdyby tylko nie świadomość że z kupy…. Lepiej nie wiedzieć/widzieć

Zostaw komentarz przez facebook lub formularz poniżej
Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Close