Życie w Hiszpanii: najgorsza praca świata

Sceny z hiszpańskiego życia wzięte: Najgorsza praca świata

15 stycznia 2015 w Barcelona, Lifestyle

Chyba nikogo bardziej nie możesz nienawidzić niż tego niezbyt miłego pana który siedzi w okienku i od niego zależy czy wydadzą twój sprzątnięty przez holownik samochód.
Wyobrażasz sobie poziom nienawiści z jakim biedak zupełnie niesprawiedliwie spotyka się każdego dnia w swojej pracy. Sama miałam ochotę mu powiedzieć dużo bardzo obraźliwych słów pod adresem podłego systemu, ale mieszkam tu już na tyle długo żeby wiedzieć, że donikąd mnie to zaprowadzi.

 

Historia pierwszego hiszpańskiego mandatu

Parkingów w Barcelonie jest mnóstwo … płatnych. I to słono płatnych. Dlatego też każdy stara się jak może by znaleźć miejsce niepłatne, co w centrum miasta graniczy z cudem. Owego pechowego wieczoru przyjechałam samochodem do Barcelony dosyć późno bo koło 22giej. Znając ogólne przepisy parkowania, gdzie opłaty i tickety nie obowiązują zazwyczaj już po 20stej, na pewniaka zaparkowałam w „zielonej strefie” w okolicach nocnych plażowych klubów. Rzuciłam okiem na znak (bo nigdy nic nie wiadomo, każda strefa miasta może mieć te godziny trochę inne), i upewniłam się że ticket obowiązuje tylko do godz. 20stej. Ufff! Jak gładko poszło tym razem.

Poszłam załatwić to co miałam załatwić i wracam zadowolona po około godzinie i o nieee… widzę cały sznur zaparkowanych samochodów oprócz mojego. Znając barwne historie moich znajomych, nawet przez sekundę nie przeszło mi przez myśl, że jakiś złodziei mógłby się pokusić na naszą 10ci letnią Merivę. Na pewno go odholowali.



samochod, hiszpania, zycie w hiszpanii, barcelona, zwiedzanie barcelony, costa brava, zycie_w_hiszpanii_samochod

No dobra, tylko jak się mam dowiedzieć gdzie i co. Jako zupełny laik w temacie znikających samochodów, dzwonię do pierwszego z googli Mossos D’escuadra (katalońskiej policji) i pytam jak mogę zlokalizować samochód. Pan uprzejmie i spokojnie tłumaczy, gdzie mam szukać naklejki na chodniku i tymczasowego adresu pod którym znajdę swój samochód. No dobra, znalazłam i co teraz – pytam. A on mi na to z całym spokojem świata: wsiadasz w taxi i jedziesz po swój samochód.  AAAAAA.. byłam bliska płaczu już wtedy, a on taki spokojny.

Nie pozostało mi nic innego jak poza wyrzuceniem pod nosem kilku naprawdę brzydkich słów, złapać pierwszą lepszą taxi i jechać pod adres z nalepki.  A ciekawe jest też to, że podobnych naklejek znalazłam na tym krótkim skrawku chodnika aż 6. Ewidentnie żyła złota dla miasta. Zanim wsiadłam do taxi, rzuciłam okiem na nieszczęsliwy znak tłumaczący zasady parkowania i szczegół (po katalońsku) którego  nie zauważyłam, to że była to strefa tylko dla mieszkańców 24 g na dobę. Co nie jest wbrew pozorom takie oczywiste, gdyż zazwyczaj na zielonej strefie można parkować do dwóch godzin. Ach.. mam wrażenie, że oni specjalnie tak to komplikują, znaki są po katalońsku i dzięki temu petentów do odbioru samochodu z luksusowego policyjnego parkingu nie brakuje.

Kiedy dojechałam do świetnie zorganizowanego, gigantycznego parkingu, byłam jeszcze bardziej wściekła. Trochę trwało zanim znalazłam właściwe wejście, windę i trafiłam przed oblicze, wyjątkowo jak na Hiszpana niemiłego pana. Cóż… trzeba przyznać że ja też nie siliłam się na uprzejmość. Siedział za wielką szybą i komunikował się ze wszystkimi bardzo krótkimi zdaniami. Bo wiadomo, że każdy kto przychodził próbował z nim negocjować, a on tylko wypełniał papierki, robił ksero i wydawał (lub nie) kartę wyjazdu z parkingu.

Chcesz zarezerwować swoją podróż tanio oraz pewnie? Sprawdź unikatową sekcję „ Narzędzia podróżnika ” i użyj sprawdzonych oraz rekomendowanych przez nas narzędzi.

 


Mimo absolutnej bezsilności i bardzo agresywnych uczuć które mną miotały, to przyznałam podziw systemowi. Okazało się że jeśli w dowodzie rejestracyjnym nie ma mojego nazwiska to albo muszę przyjść z właścicielem pojazdu, albo …. ma mi przesłać zgodę whatssapem:)

A już myślałam że załatwię po cichu i moja szanowna druga połowa będzie spać tej nocy spokojnie, zupełnie nie przeczuwając kosztów na jakie naraziłam tego wieczoru nasz rodzinny fundusz. Po krótkiej i rzeczowej rozmowie, dostałam upoważnienie, jeszcze tylko szybkie machnięcie kartą kredytową przez terminal i lżejsza o 200 EUR wyjechałam z parkingu, ale za to bogatsza o nowe doświadczenie.

Tak naprawdę to nie znam osoby, która ma samochód i bywa lub mieszka w Barcelonie, żeby nie przydarzyło jej się podobny incydent chociaż jeden raz.

W sumie teraz jak o tym myślę to trochę szkoda mi tego pana w okienku, bo być może jest całkiem miły spotkany w innych okolicznościach, a na co dzień setki razy spotyka się z okropnym traktowaniem, co jak na przyjaznych z założenia Hiszpanów to naprawdę ekstremum.
Jakoś lżej wracam do mojej codziennej pracy mając w pamięci tamtego pana. Wiem, że może być gorzej :)

P.S. Jeśli Ci się podoba jak i o czym piszemy, polub nas na FACEBOOKU. Dzięki!

Komentarze

  1. Miałem podobną sytuację w Sewilli ostatniego lata, tylko nie znalazłem słynnej żółtej naklejki. Rozmowa łamaną angielszczyzną z jakimś policjantem, taxi, 140EUR i mogłem wybrać dowolne auto z policyjnego parkingu ;) Dosłownie, otworzyli szlaban i kazali sobie wziąć auto, nawet nie sprawdzili, że w dowodzie formalnie to auto z leasingu.

    • To ja zapłaciłam 200 i dopiero po potwierdzeniu whatssupem i przesłaniu dokumentów wydali mi samochód. Dziś w radio słyszałam, że Barcelona jest drugim najdroższym miastem w Hiszpanii pod względem ceny tej właśnie wątpliwej przyjemności.

Zostaw komentarz przez facebook lub formularz poniżej
Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Close
Więcej w Barcelona
restauracja_bar
Smaki Barcelony – restauracja Casa Alfonso

Zapraszam Cię dziś w smakowitą podróż po Barcelonie. Re [...]

Zamknij