Moje hiszpańskie zwyczaje

Czego nauczyłam się w Hiszpanii

27 lutego 2017 w Barcelona i Katalonia, Lifestyle

Snując refleksje na temat naszego życia w Hiszpanii przez ostatnie siedem lat, uświadomiłam sobie, że pewne nawyki lub przekonania, które przywiozłam ze sobą z Polski, uległy zmianie. Żyjąc wśród Hiszpanów, przejęłam pewne zwyczaje, a te które lubię najbardziej, wymieniam poniżej.

Od Hiszpanów nauczyłam się:

Że kiedy nadchodzi czas przerwy, to trzeba się zatrzymać, odłożyć wszystko co się robi, napić się kawy w spokoju i zjeść posiłek. Na ulicach Barcelony biegnącego człowieka z tekturowym kubkiem ze Starbucksa ze świeczką szukać, a już tym bardziej jedzącego w biegu kanapkę. W moich obydwu pracach nie zdarzyło mi się, żebym widziała kogoś jedzącego przed komputerem, po mimo, że środowisko było bardzo międzynarodowe. Co oznacza, że nawet przyjezdni, z czasem dostosowują się do zwyczaju, że jedzenie to ważna sprawa i trzeba temu poświęcić odpowiedni czas i uwagę. Ja dziś całkowicie się z tym zgadzam. Nie liczy się ilość ale jakość wykonanych zadań, a żeby je wykonać dobrze to trzeba dać odpocząć swojej głowie i odpowiednio potraktować swoje ciało.

Że od przybytku głowa boli. To bardzo ciekawe, że u nas kwestię wyboru postrzega się zupełnie inaczej niż tutaj. Jaką przeciętny Polak potrzebuje mieć ofertę kremów, szamponów czy pieluch aby czuł się usatysfakcjonowany? Wystarczy wejść do Rossmana. Wybór w każdej kategorii jest ogromny. I co się dzieje, człowiek staje przed taką półką i najpierw morda mu się cieszy, że aż tyle i że na każdą porę dnia i roku z podziałem na dni pracujące i weekendy można znaleźć maseczkę do twarzy. Po chwili jednak, zaczyna się robić gorąco bo stoi i myśli i w pewnym momencie zaczyna się gubić jaka właściwie była ta jego potrzeba? Czytając opisy opakowań sam już nie wie, czy chodziło o pryszcze, wystający nos, czy przygotowanie do sobotniego bankietu. Kiedy wybrałam się do restauracji ze znajomym Katalończykiem, i ten otwarł menu w którym było 6 stron, to z westchnięciem odłożył go mówiąc, że taki wybór to jemu od razu apetyt odbiera. Zmęczył się samym patrzeniem w kartę. I coś w tym jest. Po co tracić energię na wybieranie spośród przytłaczającej oferty w kwestiach bardzo podstawowych. Zachowajmy ją na decydowanie w sprawach naprawdę istotnych, a tam gdzie się da upraszczajmy nasze życie.



Żecześć jak się dziś masz’, to wcale nie są puste słowa. Hiszpańskie hola que tal, można porównać do angielskiego Helo, how are you. W polskiej kulturze uchodzi to trochę za fałszywe i zbędne, bo w sumie jeśli tak naprawdę nie obchodzi Cię jak ten ktoś się dziś czuje to po co takie pytanie. No właśnie, okazuje się, że takie niezobowiązujące powitanie przełamuje pierwsze lody. Często nie wychodzimy poza uprzejmą wymianę tych kilku grzecznościowych zwrotów, ale zdarza mi się, że jest to świetny wstęp do zagajenia i poznania bliżej tej drugiej osoby, nawet jeśli jest to pani w piekarni, czy mama z którą widuję się codziennie przed szkołą mojego syna. Myślę, że gdyby nie hola que tal, pewne przyjaźnie, które udało mi się tutaj zawiązać po prostu by się nie zdarzyły.

Że nie ocenia się ludzi po okładce. Brzmi banalnie, a jednak. Hiszpania jest o lata świetlne jeśli chodzi o liberalizm w kwestiach wyznania, orientacji seksualnej, sposobu bycia, wyglądu itd w porównaniu do Polski. Prawdopodobnie ze względu na swoją historię i różne miksy etniczno kulturowe, które przetoczyły się przez ten kraj, ludzie są bardziej otwarci i tolerancyjni. Pani z dredami i kolczykiem w nosie może być świetną pielęgniarku w szpitalu dziecięcym, gej rewelacyjnym nauczycielem gimnastyki w podstawówce, wytatuowana po same paznokcie dziewczyna, przemiłą sprzedawczynią, która codzień podaje Ci kawę w kafejce, a Syryjczyk ukochanym przez całą dzielnicę pediatrą. Widzę takie właśnie podejście w szkole mojego syna i podoba mi się, że wychowuje się właśnie w takiej atmosferze.

Że bycie miłym jest fajne. Kiedyś uważałabym za bezcelowe silenie się na wielkie uprzejmości w piekarni poza zwyczajowym dzień dobry i dziękuję.  Po co mam znać imiona pani sprzedającej mi bułki a tym bardziej wiek i talenty jej dzieci. Przecież zawsze się spieszę i mam c o ś d o z a ł a t w i e n i a. Wpadam po bułki i wypadam. Dziś w kafejce do której nie chodzimy już regularnie na kawę od 3 lat (przeprowadziliśmy się do innej dzielnicy), właściciel wciąż pamięta ile lat mają nasze dzieci i za każdym razem jak tam jestem (raz na dwa miesiące) spędzamy chwilę na miłej pogawędce. Z kurierem, który przywozi nam przesyłki wymieniamy się ciuchami dla naszych pociech i ostatnimi nowinkami z ich rozwoju. Przejście przez centrum miasta zajmuje mi zazwyczaj dużo więcej czasu niż planowałam bo spotykając panią z warzywniaka, mamę innego dziecka ze szkoły czy pana z banku nie wypada nie zatrzymać się, dać po dwa buziaki i pogawędzić o pierdołach. No dobra, wiem że to też jest możliwe i dzieje się w Polsce, zależy jednak od osoby. Ja zupełnie nie byłam w tym sensie towarzyska, raczej wiało ode mnie północnym chłodem. Tutaj to się jednak zupełnie zmieniło. Wciąż jak na tutejsze standardy jestem bardzo wycofana i zdarza mi się zderzyć wyciągniętą ręką na przywitanie z czyimś brzuchem, bo ten akurat nachyla się, żeby dać buziaki ale lekcja numer jeden pod tytułem otwartość, to w moim wypadku przeskok z dwói na cztery z plusem.

Że w niedzielę nie robi się zakupów. Och, jakież to było irytujące na początku, kiedy uświadomiliśmy sobie, że w niedziele większość sklepów jest pozamykana. Kiedy mam w końcu robić te zakupy. Przecież pracuję cały tydzień, dzieci, obowiązki, przyjemności itd. Najlepszy dzień na zrobienie zakupów to właśnie niedziela, zwłaszcza, że wtedy dopiero klaruje nam się jadłospis na cały tydzień. Po pewnym czasie przyzwyczailiśmy się inaczej planować sobie weekendy i teraz niedziela jest na odpoczywanie, spędzanie czasu z rodzinką, spacer po plaży czy wycieczkę rowerową. Stanie w korkach aby wjechać na podziemny parking w niedzielne popołudnie, już od dawna nam się nie zdarzyło.

Chcesz zarezerwować swoją podróż tanio oraz pewnie? Sprawdź unikatową sekcję „ Narzędzia podróżnika ” i użyj sprawdzonych oraz rekomendowanych przez nas narzędzi.

 


P.S. Jeśli Ci się podoba jak i o czym piszemy, polub nas na FACEBOOKU. Dzięki!

Komentarze

  1. Dzięki za kolejny post! Uwielbiam czytać Twojego bloga, piszesz bardzo lekko i super się to czyta! Zdecydowanie zgadzam się z wieloma punktami i bardzo podoba mi się hiszpańska serdeczność :)

  2. Cześć! Przeprowadziłam się do Barcelony na 8 miesięcy, teraz od 4 jestem w Warszawie i od lipca znów przenoszę się do stolicy Katalonii. Mimo, że mieszkałam tam dużo krócej mam dokładnie takie same spostrzeżenia jeśli chodzi o naukę z tego co może dać Ci życie. Odkąd jestem na chwilę w Warszawie, nie mogę się odnaleźć za bardzo i brakuje mi właśnie tego co opisałaś. Myślałam, że to moje personalne odczucia, ale najwyraźniej to jest to, za co można pokochać Barcelonę raz na zawsze. Dzięki za post i może to zobaczenia od lipca na plaży w Castelldefels lub Badalonie :) Pozdrawiam! Ania

    • cześć, pewnie że do zobaczenia, daj znać jak znów się pojawisz w okolicy

Zostaw komentarz przez facebook lub formularz poniżej
Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Close
Więcej w Barcelona i Katalonia
freedom and creativity, man jumping on the beach
Przeprowadzka do Hiszpanii – pamiętnik emigranta

Każdy ma swoją własną i bardzo osobistą historię wyjazd [...]

Zamknij