Emigracja do Hiszpanii - pamiętnik z przeprowadzki

Przeprowadzka do Hiszpanii – pamiętnik emigranta

2 lutego 2017 w Barcelona i Katalonia, Lifestyle

Każdy ma swoją własną i bardzo osobistą historię wyjazdu za granicę. Niektóre są mniej, inne bardziej dramatyczne. Słucham tych historii zawsze z wielką ciekawością i zapewniam Cię, że nie słyszałam jeszcze dwóch podobnych do siebie. Wszystkie mają jednak coś wspólnego, początek jest ciężki. W Barcelonie, trudy aklimatyzacji są o tyle łagodniejsze, że większość stresów można odreagować patrząc w morze i korzystając z uroków plaży. Niemniej jednak, pierwsze miesiące po przeprowadzce są bardzo trudne i chwały tym, którzy się nie poddają i wychodzą z tego bez szwanku. A oto nasza historia.

 

Krakowskie życie rodzinne

W momencie kiedy zdecydowaliśmy się przewrócić wszystko do góry nogami, prowadziliśmy w Krakowie całkiem ustabilizowane, ‚normalne’ życie. Ja pracowałam w korpo, gdzie miałam możliwości rozwoju, czułam się doceniania i wciąż brałam udział w ciekawych projektach. Paweł próbował realizować się jako konsultant w branży IT i co rusz szukał nowych wyzwań, ale takich by jak najwięcej móc pracować z domu. Kupiliśmy mieszkanie naszych marzeń w krakowskiej kamienicy, które wyremontowaliśmy i zapełnialiśmy tłumami znajomych, przyjaciół i pomieszkujących u nas na dłużej lub krócej, ludzi i zwierząt. Potem pojawił się Maks, znaleźliśmy dla niego super nianię – Martę i życie, choć trochę bardziej chaotycznie znów toczyło sie dalej.

 



Idą zmiany

Na decyzję o radykalnie zmianie wpłynęły dwa czynniki: odejścia Pawła z jego dotychczasowej pracy i początki astmy naszego synka. Nagle okazało się, że mieszkanie w centrum Krakowa, już wcale nie jest takie cool. W zimie zanieczyszczenie przekraczało wszystkie normy a my popadaliśmy w paranoję, co dziś zaszkodziło Maksowi i skąd ma znów ten kaszel. W trakcie poszukiwań nowej pracy, pojawiła się oferta w Barcelonie. Znaliśmy bardzo dobrze ten kierunek, bo chętnie tam wracaliśmy tak jak do samej Hiszpanii, w której od dawna mieliśmy bliskich znajomych. Po krótkiej rozmowie stwierdziliśmy, ach warto spróbować i zobaczymy co dalej. Po powrocie z rozmowy kwalifikacyjnej w BCN usłyszałam od Pawła: wiesz, ja chyba dostanę tą pracę, co robimy? Jedziemy na weekend zrobić rekonesans- odpowiedziałam. Kilka dni później byliśmy już w samolocie lecącym do stolicy Katalonii. Tym razem nie jako turyści, ale potencjalni mieszkańcy zwiedzaliśmy Barcelonę i okolicę. Jednym z miejsc do których zajrzeliśmy, całkiem przez przypadek było Castelldefels. I choć widzieliśmy już dużo piękniejsze miasteczka (np. Sitges) i dużo ciekawsze (Barcelona) to po wejściu na plażę oboje jednogłośnie stwierdziliśmy: albo tutaj albo nigdzie. Widoku i tego jak cała nasza trójka czuła się na tej plaży, długo po powrocie nie mogliśmy zapomnieć.

 

Dom z basenem

Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. Powoli zaczęliśmy pakować walizki i planować nasze życie w Castelldefels. W sumie od podjęcia decyzji do faktycznej przeprowadzki zajęło nam 5 miesięcy. Paweł wyruszył jako pierwszy i po krótkim rekonesansie stwierdził, że znalezienie odpowiedniego dla nas mieszkania może być trudniejsze niż się początkowo wydawało. Zostawiłam Maksia pod opieką babć i ruszyłam mu z pomocą. Po dwóch wyczerpujących i intensywnych dniach dowiedzieliśmy się kilku ciekawych rzeczy na temat rynku nieruchomości w okolicach Barcelony. Jest okropnie, przeokropnie drogo a jakość do ceny to w ogóle jakieś nieporozumienie. Mieszkania są w stanie oryginalnym co oznacza, że kuchnia i łazienka wygląda tak jak zbudowaną ją 30-35 lat temu. Zgroza. Miejsce na negocjacje ceny: ZERO. Bierz albo przyjdzie i weźmie ktoś inny. Mieszkań z basenem: całe mnóstwo. Stwierdziliśmy po krótkim namyśle, że jakoś wytrzymamy niedogodności wewnątrz aby cieszyć się tym co na zewnątrz. Ach.. jak ciężko było mi zaakceptować starą kuchnię i łazienkę po moim krakowskim mieszkaniu z wielką wanną i nowo wyposażoną kuchnią. Fakt jednak był taki że dużo czasu spędzaliśmy właśnie na wielkim tarasie albo na basenie zapominając o kuchni dalekiej od ideału.

Od trzech lat mieszkamy na plaży. Centralnie na plaży. Z tarasu mam widok taki jaki miałam w planach kiedy przeprowadzałam się do Hiszpanii. Czyli otwarte morze. Żadnych ulic, samochodów i dachów. Po prostu plażka w całej swojej okazałości. Mieszkanie oczywiście nie jest idealne, bo też już dawno powinno przejść remont lub choćby gruntowne odświeżenie… ale co tam. Ten widok i doświadczenie jest bezcenne.

Chcesz zarezerwować swoją podróż tanio oraz pewnie? Sprawdź unikatową sekcję „ Narzędzia podróżnika ” i użyj sprawdzonych oraz rekomendowanych przez nas narzędzi.

 


 

Emigracja – pierwszy rok w Hiszpanii

Był z jednym z najtrudniejszych w naszym życiu. Dlaczego? Przecież słońce, plaża, basen, wszyscy na około się śmieją.. o co wam chodzi. Ano jak kończą się wakacje a zaczyna tzw real life czyli prawdziwe życie, pojawiają się codzienne problemy podobne w przypadku każdego emigranta.

Okropnie brakowało mi przyjaciół, pracy i mojego dynamicznego krakowskiego życia. Wyjeżdżałam bez wielkiego żalu, nawet troch właśnie tym intensywnym życiem zmęczona, ale po przyjeździe wpadłam w drugą skrajność. Nikogo nie znałam, większość dnia spędzałam z 3latkiem, to fakt że na plaży ale od czasu do czasu naprawdę miałam ochotę porozmawiać o czymś więcej niż o tym na który plac zabaw dziś się wybierzemy. Do tego doszło rozczarowanie Pawła jego pracą w giga korpo… Różnice kulturowe które jako turysta podziwiasz i zachwycają Cię, w codziennym życiu na początku dały nam popalić. Mimo codziennych zmagań staraliśmy sobie ubarwiać nasze życie podróżami. Zwiedzaliśmy najpierw okoliczne miasteczka, odkrywaliśmy nowe plaże, pobliskie góry i …. zakochaliśmy się w Katalonii. Do tej pory jesteśmy ogromnymi fanami tego regionu. A przecież Katalonia to dopiero początek, w planach mamy kraj Basków, powrót do Andaluzji, Walencję, całe wybrzeże północne, spróbowanie kuchni z Galicji i przysmaków San Sebastian. Możliwości są nieskończone.

Kiedy Maks poszedł do przedszkola a ja znalazłam pracę, wszystko zaczęło się zmieniać. Stworzyliśmy sobie sympatyczne grono znajomych innych rodziców, dotarliśmy do grupy Polaków w Castelldefels a do tego w pracy udało mi się poznać naprawdę fajnych ludzi. Oprócz podróży po okolicy dorzuciliśmy na stałe do naszego kalendarza wyprawy do Barcelony, cotygodniowy kurs salsy i spotkania ze znajomymi. Nagle wszystko okazało się dużo prostsze, a nawet jak pojawiały się problemy to juz mieliśmy na kogo liczyć i z kim się nimi dzielić.

 

I co dalej?

No właśnie co dalej? Im dłużej tu jesteśmy tym mniej mamy ochotę wracać. Mam zasadę, że nie upieram się by mówić: ‚nigdy to, czy nigdy tamto’. Okoliczności mogą się zmienić, wydarzy się coś co zachęci mnie do powrotu do Polski. Dlatego nie jestem w stanie powiedzieć czy już na zawsze tutaj zostaniemy. Prawda jest taka, że po mieszkaniu w Castelldefels, trudno mi sobie wyobrazić lepsze miejsce do życia na Ziemi. Pewnie, że wciąż musimy iść na kompromis i dostosować się do kultury i obyczajów, które są zupełnie inne od naszych, a zdarza się, że kosztuje nas to dużo nerwów. Jednak bilans wciąż wychodzi na plus, i do póki tak będzie, zostajemy na plaży. Tak blisko jak tylko się da.

 

emigracja,plaza

P.S. Jeśli Ci się podoba jak i o czym piszemy, polub nas na FACEBOOKU. Dzięki!

Komentarze

Zostaw komentarz przez facebook lub formularz poniżej
Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Close
Więcej w Barcelona i Katalonia
barcelona plaza
Przeprowadzka do Hiszpanii – od czego zacząć

Przeglądając zdjęcia plaży Costa Brava, przy kieliszku [...]

Zamknij