Biuro z widokiem czyli czy możliwe jest aby "live your own dream"?

Biuro z widokiem

28 czerwca 2018 w Barcelona, Lifestyle

Niedługo po przyjeździe do Hiszpanii, kiedy spacerowałam z małym jeszcze wtedy Maksiem po plaży, zauważyłam w chiringuito (plażowym barze) taką scenę: siedzi sobie pani w luźnym stroju, popija drinka a przed nią stoi laptop, na którym dynamicznie coś wystukuje. Nie wiem skąd to poczucie, ale wydała mi się w tym momencie, kimś na bardzo wysokim stanowisku. Być może to wiek i pewność siebie od niej bijąca spowodowały takie wrażenia. W każdym razie moja refleksja patrząc na nią była taka: Ja chcę być taka jak ona. Pracować skąd chcę i wtedy kiedy chcę. Byłam przekonana, że nie będzie to łatwe ale kiedyś na pewno się stanie. I o tym właśnie będzie dzisiejszy post.

Biuro z widokiem – krok po kroku

Mija właśnie rok odkąd odeszłam z pracy na etacie. Nie była to ani łatwa ani szybka decyzja. Poprzedzona była miesiącami, ciężkiej „podwójnej” pracy aby przygotować się kiedy nadejdzie „ten dzień”. Zostawiłam pracę, na której się znałam, robiłam ją dobrze i wydawało mi się, że to jedyne co potrafię. Była to moja druga praca w Hiszpanii i trzecia po studiach. Wszystkie były związane z tym samym tematem: finansami i  zarządzaniem.

Dlaczego zostawiłam „ciepłą posadkę”

Jestem osobą, która szybko się nudzi, ciągle potrzebują nowych wyzwań w pracy, nowych obowiązków, lubię zmieniać działy i zadania. W obu moich Hiszpańskich pracach prędzej czy później docierałam do ściany, której nie udawało mi się w żaden sposób przebić (a uwierz mi że próbowałam). Do tego doszły jeszcze opieka nad dwójką (a nie jedynką) dzieci, podróże męża i mnogość projektów domowych, które wymagały przypilnowania i niekończących się wizyt w urzędach, po lekarzach, bankach itp. Byłam zmęczona i poirytowana tym, że mimo iż nie mam co robić w pracy, bo wszystko jest zorganizowane na tip top, to ja muszę w kwitnąć przy biurku od..do. Każde ‚nieregularne’ wyjście z pracy muszę uzasadniać i się tłumaczyć. Tych wyjść, a potem telefonów ‚niepracowych’ z czasem miałam coraz więcej i czułam się coraz bardziej przytłoczona. Myślałam tylko o jednym: jak się stąd wyrwać ??!! Nie było przecież perspektyw ani na wielkie pieniądze, ani ciekawe zadania, ani potencjalny rozwój w firmie. Całe życie pracowałam w mniejszym lub większym korpo więc ciężko było mi sobie wyobrazić, że istnieje coś poza tym. Ufff.. nawet nie wiesz jak ciężko tak naprawdę.

Historia jak z bajki … a może bajka nie ma tu nic do rzeczy

Wyznaję zasadę, że jak Cię coś uwiera to działaj, żeby to zmienić a nie tylko narzekaj. Rozmawiając z różnymi ludźmi, w różnych konstelacjach relacji, zaczęłam opowiadać, że chcę odejść z korpo, że potrzebuje elastycznych godzin pracy itd. I nagle zaczęły „spływać” do mnie zapytania. Od znajomych, przyjaciół i przyjaciół znajomych. Czy mogłabym pomóc w tym, ktoś robi jakiś projekt a ktoś potrzebuje czegośtam. I nagle miałam tyle propozycji, że mogłam wybierać. Ha! Przynajmniej początek okazał się prostszy niż się wydawało.
Tak było 1.5 roku temu. W maju 2017 roku byłam gotowa żeby odejść a w tle kilka rozpoczętych projektów, z których jakiś MUSIAŁ wypalić.



A o co chodzi z tym widokiem

Od roku pracuje w całkowicie dla mniej nowej branży – marketingu online. Jestem współwłaścicielką firmy, którą prowadzę i rozwijam wspólnie z moją przyjaciółką. W naszej firmie, to my wybieramy z kim pracujemy, gdzie, kiedy i ile. To jest komfort na który nigdy wcześniej nie mogłam sobie pozwolić. Żadnych wściekłych HRówek, szefa frustrata czy korpo-koleżanki, której bipolarna osobowość zmienia się wraz z pogodą. Oczywiście, że są też te ciemniejsze strony. Ale o tym kiedy indziej.  Dziś chcę opowiedzieć o tym, że każdy może: live his dream, jak to mówią w Holywood. Nauczyłam się też w ostatnim roku, że wszyscy mamy inny ten „dream”, ale ważne żeby choć spróbować wprowadzić go w swoje życie. Ja się cieszę, że mnie sie udało. Dzięki pomocy wspaniałych ludzi którzy mnie otaczają : przyjaciółki, która jest ekspertem od marketingowu online i przyjęła, mnie żółtodzioba jako wspólniczkę; męża, który wspiera mnie na każdym kroku i w każdej mojej szalonej, mniej lub bardziej przemyślanej decyzji oraz mamie, której zawsze się mogę pochwalić i wypłakać jeśli mam taką potrzebę.

A widok jest – i to jaki! Po mojej prawej stronie, kiedy siedzę przy biurku, żółci się plażowy piasek i słyszę szum morza, jeśli nie jest zagłuszony krzykami kąpiących się w basenie dzieci. I jest bosko!!! Tak właśnie miało być od samego początku. I nie popuszczę, żeby miało być inaczej, chyba że sama tego zapragnę. Goście odwiedzający moje biuro/dom twierdzą, że nie byliby w stanie się skupić mając taki widok za oknem. Dla mnie właśnie TEN widok to motywacja, żeby pokonywać te mroczniejsze strony posiadania własnej firmy i przeć do przodu, choć czasem siły brak lub zniechęcenie dopadnie.

I jeszcze jedno: tak, istnieje życie poza korpo i to nawet nie wiesz jakie ono jest pełne możliwości. Polecam wyjrzeć przez okno :)

 

P.S. Jeśli Ci się podoba jak i o czym piszemy, polub nas na FACEBOOKU. Dzięki!

Komentarze

  1. Wiesz, że tak samo mocno Ci kibicuje ja Ty mnie i mam nadzieję, że kiedyś razem tam usiądziemy razem realizując pewien plan

Zostaw komentarz przez facebook lub formularz poniżej
Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Close
Więcej w Barcelona
love life barcelona
Miłość na godziny w Barcelonie

Często chodzisz na randki? U nas częstotliwość dramatyc [...]

Zamknij